Co rano
myślisz, że
bez sensu
być człowiekiem jest
W twych oczach
smutku łza,
Bo ludzkość
nie jest już ludzka...
Masz coś
co dać
Może tylko wiara w świat
Jej smak,
jej dźwięk
Wstaje z nią twój każdy dzień...
Wstaje każdy dzień…
Nowy, nowy dzień
Wstaje każdy dzień!!!
Wciąż wierzysz
w błękit fal,
W zieleń traw,
gorąc naszych ciał
I ufasz,
że każdy dzień,
wbity cierń
po coś jednak jest...
Widzisz wbity cierń…
Po coś jednak jest...
Masz coś
co dać
Może tylko wiara w świat
Jej smak,
jej dźwięk
Wstaje z nią twój każdy dzień...
Rano wstał głodny Chodził, szukał nie mógł znaleźć jej Nie miał już nic Zaczął prosić, błagać ich To właśnie ona Zabiła siłą go... To drzwi w jedną stronę, A za nimi jest już zło... I widzisz siebie i widzisz ją Tak namiętnie i czule zabija cię Powiedz mi co jeszcze masz Całe życie oddałeś w ręce jej... Co dzień rano czujesz Jak brakuje Ci jej Dlaczego w to wszedłeś? Przecież mogłeś zacząć żyć!! Znów zwyciężyła - ona ma mocniejszą broń... Nie mów, że ją znasz Na imię Hera ma... I widzisz siebie i widzisz ją Tak namiętnie i czule zabija cię Powiedz mi co jeszcze masz Całe życie oddałeś w ręce jej...
W objęciach dnia Zimny niczym skała... Gdy noc mnie tuli Krzyk ucieka z gardła... Co dzień umieram i rodzę się znów Jak dumny feniks Powstaję z popiołów... Puste mieszkania i szare chodniki Wciąż niesłyszalne są dziecięce krzyki Gdy siły gasną w odnawialny ogień Wkraczam bez lęku Feniks we mnie płonie... Feniks moja wolność Razem z wiatrem niesie mnie Daje mi, to czego chcę Feniks we mnie drzemie Swoją siłę daje mi Każdy nowy dzień Nowe mi otwiera drzwi... Toniesz w marazmie A ja mam swój sposób Duszą moją Feniks Panem mego losu W szarym popiele Giną troski świata Feniks mnie uważa Za swojego brata... Feniks moja wolność Razem z wiatrem niesie mnie Daje mi, to czego chcę Feniks we mnie drzemie Swoją siłę daje mi Każdy nowy dzień Nowe mi otwiera drzwi...
Powiedz czy kiedyś myślałeś Jak pogodzić duszę z ciałem Żyć tak żeby było dobrze I nie stanąć ością w poprzek Każdy chciałby mieć receptę Jak się nie potykać więcej Jednak tak się to układa Że wciąż jesteś na kolanach REF: Świat się żywi ludzkim bólem Wszak cierpienie uszlachetnia Przejść przez życie z wielkim trudem Potem nagle istnieć przestać Na billboardach zgubne hasła Wokół wielkie miasto wzrasta Przespany rzeczywistością W głowie Twej demony goszczą. Los wyciska nowe łzy Chcę Cię zgnoić, zniszczyć, zbić Musisz siłę w sobie znaleźć By wciąż rosnąć a nie maleć REF: Świat się żywi ludzkim bólem Wszak cierpienie uszlachetnia Przejść przez życie z wielkim trudem Potem nagle istnieć przestać Powiedz – czy kiedyś myślałeś Jak pogodzić duszę z ciałem Musisz siłę w sobie znaleźć By wciąż rosnąć a nie maleć...
1. Znów się we mnie wpatrujesz Na wylot przejrzeć mnie chcesz Czemu nie akceptujesz tego co dobrze wiesz…? Grzeszę z premedytacją Grzeszę dla przyjemności Chlubię się swoją racją Grzech mam w podświadomości Jak mam sobie odmówić Chwili słodkiego szczęścia Lubię czasem się zgubić W drodze do niebios wejścia Więc czemu wciąż powtarzasz Że zła jest moja droga Skoro to właśnie grzech Odróżnia mnie od Boga Wdech... Wydech... Grzech... 2. Lubię się czasem okłamać Postąpić trochę nie fair Kilka zasad móc złamać Dopisać gdzieś parę zer Grzeszę całkiem świadomie Grzeszę dla swej uciechy Że są złe nikt nie powie Wino śpiew i kobiety Jak mam sobie odmówić... 3. Nie boję się płomieni Pełną piersią oddycham Twardo stąpam po ziemi Krople wody połykam Grzeszę z zamiłowania Grzeszę dla swej radości Nie zmienię swojego zdania Me życie ma smak wolności! Jak mam sobie odmówić...
1.Idziesz chodnikiem I z niemym krzykiem Czujesz, że coś... Coś się ciągnie za Tobą Twoje sumienie Nie jest kamieniem Pyta Cię wciąż I powtarza jak wąż: Ref.: Nauczyli Cię przecież, że jak dają to bierz Wiec swe życie chwyć w garść Biegnij wprost tam gdzie chcesz Bo doczekasz się wreszcie Swoich marzeń spełnienia Nie przestawaj w to wierzyć Wszak ostatnia umiera nadzieja 2.Przysiądź na chwilę Zostań motylem Leć prosto w słońce Z Tobą się złącze Tylko otwórz oczy Poczuj przypływ mocy Nie możesz się bać Przestań z boku stać Ref.: Nauczyli Cię przecież, że jak dają to bierz Wiec swe życie chwyć w garść Biegnij wprost tam gdzie chcesz Bo doczekasz się wreszcie Swoich marzeń spełnienia Nie przestawaj w to wierzyć Wszak ostatnia umiera nadzieja 3.Nie wiesz co możesz Nie wiesz czego chcesz Czujesz „coś nie tak” Lecz przeraża Cię świat Bierzesz garść tabletek Łykasz parę setek Nazywasz to odwagą Ale nie4 licz na to! Ref.: Nauczyli Cię przecież, że jak dają to bierz Wiec swe życie chwyć w garść Biegnij wprost tam gdzie chcesz Bo doczekasz się wreszcie Swoich marzeń spełnienia Nie przestawaj w to wierzyć Wszak ostatnia umiera nadzieja 4.Zanim zamkniesz oczy Na miliony lat... Przy cmentarnej drodze Spoczniesz żeby spać Przeżyj tyle życia ile los chciał dać Lecz nie tak byś płakał Ale mógł się śmiać...
W zakamarkach głowy Chowasz chęć niezgody Gdy w letnią noc jasną Znów nie możesz zasnąć Ziarno buntu wzrasta Walki chęć narasta Nie możesz patrzeć jak Ktoś z ziemi nie może wstać Rano wstań, Pokaż Twarz Wstaje dzień... ... Rano wstań, Pokaż Twarz BUNTUJ SIĘ! W pięści zaciśniętej Chowasz się niechętnie Chociaż nawet dobry Bóg Czasem nią uderza w stół Skrzydeł anioła brak Zero szansy na znak Dziś opracujesz plan "Na Lepszy Zmienić Świat" ...
Marzenia, których nie chciał spełnić los Jak w oka mgnieniu zgasły On zabrał wszystko to Co najpierw chciał mi dać... Nie umiem znaleĽć pięknych słów, Którymi mógłbym zmienić świat Choć bardzo tego chcę Nie potrafię sam... Zatapiam się W bezradności ludzkich serc Gdy słyszę ich płacz I widzę lęk... Podaruj mi swą siłę I wraz ze mną biegnij krzycząc Że świat jest nasz Że dotknąć gwiazd Potrafisz jeśli tylko chcesz ! Tak ciężko w życiu znaleĽć jakiś sens Tak ciężko sobą być bez zmian Gdy wokół tyle łez I wszędzie tyle zła... Choć czasem trzeba iść pod prąd I odnieść przy tym wiele ran Nie wolno poddać się !! Choć trawił by nas strach... Zatapiam się W bezradności ludzkich serc Gdy słyszę ich płacz I widzę lęk... Podaruj mi swą siłę I wraz ze mną biegnij krzycząc Że świat jest nasz Że dotknąć gwiazd Potrafisz jeśli tylko chcesz!
Zamykasz oczy, myślisz że znikam, Gdy je otworzysz, ja będę tam. Chcesz mnie pozbawić wszelkiej nadziei, Wiedz, że ja nigdy nie poddam się. Biegnę, biegnę do Ciebie Biegnę, ja biegnę do Ciebie Do Ciebie Do Ciebie Z każdym swym krokiem, tworzysz opowieść, Nowelę o tym, jak mylisz się. Nie chcę już więcej słuchać tych bredni, Jak bardzo starasz, że zmienisz coś Biegnę, biegnę do Ciebie Biegnę, ja biegnę do Ciebie Do Ciebie Do Ciebie Twoje sumienie, przez palce piasek, Jak on i ono przesypie się. Zostanie tylko marne wspomnienie, Tego kim kiedyś tak chciałaś być. Biegnę, biegnę do Ciebie Biegnę, ja biegnę do Ciebie Do Ciebie Do Ciebie
Mówisz o sobie żałosna istota, Nienawidzisz tego, co we wnętrzu chowasz Nie widzisz sensu swojego istnienia, Wiesz, jesteś przegrany od dnia narodzenia. Widzisz… Zawsze krok do przodu, zawsze kogoś masz, Chcesz by Cię pamiętał ten pieprzony świat, Tworzysz nowe wizje, swoje nowe ja, Jedna wielka bitwa ciągle w Tobie… Widzisz, to sen Słyszysz, słyszysz płacz Wołasz mnie Wołam Cię Proszę Cię Każdy, Każdy nowy dzień O mój boże, mój boże… Chciałbyś już zapomnieć, chciałbyś schować twarz Kim teraz jesteś, jak niewiele masz Nie dał Ci miejsca ten pieprzony świat Zmień swoją drogę, spróbuj. Obudź się. Widzisz, to sen Słyszysz, słyszysz płacz Wołasz mnie Wołam Cię Proszę Cię Każdy, Każdy nowy dzień O mój boże, mój boże… To sen
Jesteś niczym ptak Chwytasz przestrzeń dnia Krzyczysz: patrzcie się Nigdy nie spadnę Sięgasz głową dna Leżysz, nie chcesz wstać Wszystko kręci się Wszystko znika gdzieś Ref. Chcesz ukryć się, schować tam, gdzie nikt nie spotka Cię. Znów wciąga Cię, zabija świt, piętno przeszłych dni. Wciąż pytasz się, jak to jest, że nikt nie pomógł Ci, I myślisz że, w chemicznym śnie, życie nie znajdzie Cię. Walczysz z biegiem dnia Chciałbyś cofnąć czas Z bólu zwijasz się Żałośnie znowu trzęsiesz się Ref. Chcesz ukryć się, schować tam, gdzie nikt nie spotka Cię. Znów wciąga Cię, zabija świt, piętno przeszłych dni. Wciąż pytasz się, jak to jest, że nikt nie pomógł Ci, I myślisz że, w chemicznym śnie, życie nie znajdzie Cię. Upodlenie to Zapomnienie Upodlenie…
Już wiem, Tak łatwo jest pomylić się, Gdy szukasz siebie tam gdzie nie ma Cię, Dłonie, Fałszywy dotyk ich fałszywy jest, Wykorzystały mnie, zabrały sens Tonę… Twój każdy gest, I każdy ruch, Chcę widzieć wciąż, Zapominam już, Zamknęłaś drzwi, Za nimi ty, Ja wołam, Nie każdy myśli tak jak ty, I chroń ten ogień, Sił ile masz, Niech płonie, Niech nie zabraknie dnia. Jeśli trzymasz tę świecę I siły jeszcze masz, Zasłaniaj starannie Dzisiaj silny jest wiatr Już wiem, Tak łatwo jest pomylić się, Gdy szukasz siebie tam gdzie nie ma Cię, Dłonie, Fałszywy dotyk ich fałszywy jest, Wykorzystały mnie, ukradły sens Tonę…
Za ścianą powiek ciągle ten sam film Przewijasz go dławiąc tym co w nim Za ścianą powiek tam ciągle jedna twarz Nie wiesz, czy płakać, czy bardziej głośno śmiać Dziś każda chwila walką jest o pion, I znów przegrywasz w niej ze sobą Karmisz się myślą, że następny dzień Niesie nadzieje, że może zmienisz się. Za ścianą powiek przeraźliwy gniew Nie zamkniesz oczu boisz się A w twojej głowie tylko jedna myśl „Ja nie potrafię dłużej żyć” Za ścianą powiek po wieki Za ścianą powiek po wieki Za ścianą powiek po wieki Za ścianą powiek
A jeśli to, że Ty to tylko puste słowa? A jeśli to, że ja nie zmienia tutaj nic? Kiedy zrozumiesz, że to wszystko dla Ciebie? Tak bardzo brakuje tego mi. Nie mam nic Ja nie mam nic A kiedy zechcesz wszystko od nowa? Czy nie boisz się, że nie będzie wtedy mnie? Nie ma mnie Znikam, znowu ulatniam się A kiedy wstanie nowy dzień? Na zawsze Nigdy więcej. Jeśli kolejny raz do drzwi zapuka wczoraj, Jeśli zapyta mnie, czy chciałbym cofnąć czas? Co ja, no co ja mam powiedzieć? Oddałbym by wszystko, proszę, jeszcze raz. Tyle słów zostawiłem na mej drodze, Wszystko co miałem, i co chciałem kiedyś mieć Dla Ciebie, Tak bardzo pragnę, a nie mam więcej nic. A kiedy przyjdzie zmierzch i zgasną wszystkie światła, Kiedy ucichnie wrzask, jeśli zobaczysz wtedy mnie, Pamiętaj, ja zawsze będę w Tobie, Nawet puste słowa czasem mają jakiś sens. A kiedy przyjdzie nam teraźniejszości stawić czoła, Znajdę namiastkę Ciebie, czy Ty będziesz szukać mnie? Nie da się zapomnieć Twoich oczu, ciągle krzyczą nie. Błagają mnie. Mówią znikaj. Oddałem Ci wszystko, ty zostawiasz mnie, Zabrałaś mi wszystko, zostawiłaś mnie.
Jakby wycięty z kartonu (Jest) ogień w twoim kominku, A sztuczne kwiaty choć martwe Więdną po cichu w koszyku. Twoje sny wciąż czarno-białe Jak codzienna gazeta, A marzenia choć tak małe, Są ciągle nie do spełnienia. Spraw żeby świat zakręcił się Wokół ciebie choć przez chwilę Bo gdyby sprzedawano szczęście Nic nie było by bezcenne Weź sobie sam od życia to Czego nie chciał dać nigdy los Każdy z nas swój raj może mieć Wystarczy się odważyć chcieć... Każdy łyka z cierpką miną Swoją smutków kolejkę Czasem ktoś ją łzą przepije, A czasem znów zaglądnie w butelkę Chociaż czasem myślisz, że O życiu wszystko wiesz Szczęście cię nie znajdzie samo Jeśli tego nie chcesz. Jpraw żeby świat zakręcił się Wokół ciebie choć przez chwilę Bo gdyby sprzedawano szczęście Nic nie było by bezcenne Weź sobie sam od życia to Czego nie chciał dać nigdy los Każdy z nas swój raj może mieć Wystarczy się odważyć chcieć...
Szary świat tak beznamiętnie nabiera barw Udaje że, nie jest tak mdławy jak wydaje się być Zadymione pomieszczenie, pośrodku Ty, jakby przez mgłę Szukasz świadectwa, swojego jestestwa. Szukając siebie, zabijasz cenny czas Więc uwierz w końcu, że nie masz żadnych szans W palecie tęczy barw, a może tam zostawiłeś swój świat? A słońce i deszcz unikają się, niech zniknie źródło łez. Szukając siebie, zabijasz cenny czas Więc uwierz w końcu, że nie masz żadnych szans Czy nie dostrzegasz jak inni gubią się? Jak ich zabijasz, szukając siebie. Czy to nie boli, że nie umiesz znaleźć siebie? Może to znak jest, że już wyjście znaleźć czas? Kilka sposobów, nikt nie muszi uczyć Ciebie. Jak z własnym życiem sobie radę można dać. Szukając siebie, szukając wyjścia


